Sens życia to nie jest prezent od losu

Jechałam na pogrzeb bliskiej osoby (kolejny w ciągu tygodnia). Na przystanku wzrok mój padł na reklamę, która głosiła: „Życie warto smakować”. Bez wątpienia. Dopóki się żyje, to warto, ponieważ życia, z tego co wiadomo, nie da się powtórzyć.

Mogłabym uznać, że jakaś tajemnicza siła puściła do mnie oko na tym przystanku i powiedziała mi, co jest ważne i czym się powinnam zająć, zamiast pogrążać się w smutku straty. Znam ludzi, którzy uważają, że różne rzeczy przydarzają im się po coś. „To się zdarzyło po to, żebym zrozumiała…”. W takiej wizji świata sens jest darem, który człowiek otrzymuje ni z tego, ni z owego, panie dzieju. Nie za często, bo gdyby często myślał, to by pewnie zwariował, a tajemnicza siła ma rozeznanie i wie, ile myślenia delikwent może wytrzymać.

Dżizas. Na cycki Mokoszy. Litości. Też tak myślisz? Że jakaś wyższa siła, jakiś pan bóg, kosmiczna mądrość, bóstwo zatrzaśniętej szuflady i zagubionych skarpetek siedzi po godzinach i kombinuje, jaką by tu ci refleksję na dziś podsunąć? Że kosmiczna mądrość nie ma nic lepszego do roboty niż wybieranie ci kwestii do przemyśleń:  a może tematyka eschatologiczna? A może stosunki międzyludzkie?

Osobiście sądzę, że siła wyższa (nie będę się tu zajmować tym, czy ona w ogóle istnieje) ma twoje refleksje w odwłoku.

Owszem, w moim życiu też się zdarzają historie, z których wynika jakaś nauka. Spotykam   przypadkowych nauczycieli.

I zdarzają mi się historie, na których mogłabym zbudować takie niuejdżowe pitu-pitu. Na przykład taka. Miałam ukochanego kota Lońkę. Lońka nie chorował i żył sobie w świetnym zdrowiu dziewięć lat. A jednak pewnego dnia znalazłam go sztywnego. Po kilku tygodniach zdecydowałam się na nowego kota. Odbierałam go od małżeństwa weterynarzy. Od słowa do słowa i powiedziałam, że w domu jest inny stary kot, z cukrzycą i że żaden weterynarz nie umie powiedzieć, jak sensownie tę cukrzycę prowadzić (średnia życia kota od zdiagnozowania cukrzycy do zgonu to około półtora roku). W locie między kawą a oglądaniem kociąt pani powiedziała „Zaraz pani napiszę, co z tym robić. Wgryzłam się w temat, kiedy sama miałam cukrzycowego kota”. I ten plan, instrukcje, które dostałam na karteczce 7 x 7 centymetrów – zadziałały. Mój cukrzycowy kot żyje ze swoją cukrzycą już szósty rok, a ma lat 14. Lecz nie sądzę, żeby mój kot Leon umarł specjalnie po to, żebym ja trafiła, kupując nowego kociaka, do kompetentnego weterynarza. Nie zdarzyło się to PO TO, żeby przedłużyć życie kotu Nikicie. Między tym, że Leon umarł, a ktoś mi powiedział, jak leczyć Nikitę, nie ma żadnego związku.

Chociaż, oczywiście, przyjemniej by się żyło, gdyby był, ponieważ świat by zyskał jakiś porządek.

Wiesz, jak jest? Układasz historie z przypadkowych faktów, bo inaczej twój świat nie miałby sensu. Wszyscy to robimy, mniej lub bardziej.

logo_małe

Ilustracja otwierająca: Luty, w Bardzo bogatych godzinkach księcia de Berry. Miniatura ta jest pierwszym w sztuce europejskiej przedstawieniem pejzażu pokrytego śniegiem. Niestety, nie ma nigdzie informacji, czy dzięki niej ktoś coś zrozumiał. Miejsce przechowywania: muzeum Kondeuszy w Chantilly.

8 Komentarze: “Sens życia to nie jest prezent od losu

  1. Czy treść tej karteczki 7X7 cm. udostępniłaś? Ciekawa jestem, czy ktoś jeszcze skorzystał?
    Jako osoba „głęboko” nie wierząca nie mogłam zrozumieć, że taką popularnością cieszy się „opium dla ludu”. Dlaczego ludzie zamiast sami kombinować zdają się na jakieś dyrektywy z góry. Dramatyczne zdarzenia z ostatnich moich lat osłabiły moją ortodoksję. Patrzę na moje wierzące dzieci (syn jest kapucynem)i zazdroszczę im tego co mają, co daje im wiara. Oni nie muszą z wywieszonym ozorem uganiać się, tak jak ja, za sensem życia. Dziękuje Laura za twoje felietony.

    1. Ja mam takie przeczucie, że wiara i niewiara może wynikać z chemii mózgu. Że wiara jest poniekąd zdrowsza, ratuje przed strachem, tym, co tak świetnie nazwałaś uganianiem się.
      Ja dziękuję za komplement – od razu chce się częściej pisać (miałam kryzys związany z tym slalomem-gigantem po cmentarzach).

      1. Trochę zdjęła mnie gęsia skórka, że mogłoby się Pani odechcieć pisać i jeśli trzeba komplementów do tego to ja już, natentychmiast piszę, że tekst powyższy poprostu wchłonęłam porami skóry wręcz i wszystkie tutejsze teksty czytam i bardzo są mi one potrzebne by łapać równowagę i dystans albo sobie coś przemyśleć czasem, choć wcale nie sądze, żeby jakaś siła wyższa mi to wskazała; zwyczajnie bładząc po internetach trafiłam tu i uznałam, że Takiego człowieka (przynajmniej w piśmie ) mi trzeba. Dziękuję.
        Ale „instrukcje 7×7” (szczególnie, że skuteczne były) bardzo by się przydały ogółowi kociarzy, bo nigdy nie wiadomo kogo los TU przyniesie ;). Sama mam dwie kotki ( w tym 14-letnią i to zdrową) więc temat mnie zaciekawił i prosiłabym o wyjawienie. Wszystkiego dobrego.

        1. Dziękuję za dobre słowo. Dobre słowo zawsze motywujące jest:) Myślę, że w najbliższym czasie zamknięcie bloga blogowi nie grozi:)
          Co do instrukcji obsługi kota z cukrzycą. Wyrzut insuliny jest o 7 rano. Kota należy zbadać, normalnie jak człowieka, tylko trochę inaczej, ponieważ krew pobiera się z ucha a nie z palca. Glukometr pokaże, jaki kot ma poziom cukru. W zależności od okoliczności podajemy insulinę (o czym za chwilę).
          Pół godziny po podaniu insuliny kota karmimy. Jeśli nie dostał insuliny – karmimy od razu.
          Karmienia: 7 rano, 13, 19 (po badaniu). Niektórzy badacze twierdzą, że należy jeszcze podać karmę o 17, z czym kot Nikita bardzo się zgadza.
          Karma raczej powinna być z tych mokrych.Przy suchej karmie poziom cukru wzrasta.
          Rzecz, o której nie napiszę, bo to byłoby nieodpowiedzialne. Dawka, która należy podać w zależności od poziomu cukru. Bo wiele zależy od tego, jaką kot przyjmuje insulinę i jak na nią reaguje. Insulina jest na receptę, żadna apteka jej nie wyda bez recepty, więc i tak należy pójść do weterynarza.
          Patent wypracowany osobiście przy niedocukrzeniu. Zamiast bujać się z rozprowadzaniem glukozy i podawaniem jej kotu (a biorąc pod uwagę, ze jest niedocukrzony, więc może się zadławić), podaję kroplę mleka skondensowanego z tuby do paszczy. Zresztą przy takim prowadzeniu cukrzycy i niedocukrzenie, i wybitnie wysoki poziom cukru (taki, że glukometr krzyczy, że nie ma skali) zdarza się naprawdę sporadycznie.

  2. Twoje felietony lubię a nawet bardzo lubię czytać.
    Slalom po cmentarzach odbyłam w końcówce roku,współczuję.

    A może warto wpleść w kolejny felieton rozpiskę z karteluszki 7*7 coby inni przeczytali ? Może ktoś skorzysta.

    Kota pamiętam i wielka szkoda że go już nie ma.Moja Czarnusia odeszła w zeszłym roku ale miała całe 16 lat i już nie chcę mieć kolejnego.Ten który został wystarczy.A nowy – może zdjęciunio jakieś?:)))

    1. Ja wzięłam nowego, bo miałam poczucie, że jak się zacznę nurzać w stracie, to nigdy nie wezmę nowego. A zwierzęta jednak podnoszą mi dobrostan. Zdjęcie na pewno jest w poście „Jak zrobić drapak dla kota”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *