Ni pingwin, ni Szydło, coś na kształt wdowy

Przyznaję się: jestem w gronie tych, którzy wybuchnęli homeryckim śmiechem na widok zdjęcia Beaty Szydło i Beaty Kempy podczas wizyty u papieża. To reakcja obronna organizmu przed załamką. Chociaż uważam, że każdy ma się prawo ubierać jak mu się podoba, to jednak są sytuacje, w których można rozmawiać o cudzym wyglądzie i ta do nich należy. Osoby publiczne, a zwłaszcza reprezentujące innych, są narażone na krytykę. Sorry, taki zawód.

Teoretycznie obie Beaty nie naruszyły protokołu dyplomatycznego. Protokół powiada, ze strojem odpowiednim podczas prywatnych audiencji u papieża jest zakrywająca kolana czarna sukienka z długim rękawem oraz nakrycie głowy. Mężczyzna podczas audiencji powinien być ubrany we frak. Protokół ukształtował się w czasach, w których większość władców państw europejskich była katolikami; wiele jego elementów ma korzenie w średniowieczu, a nakrycie głowy – w czasach biblijnych. Archaizm protokołu bywa śmieszny, i być może dlatego, od czasu pontyfikatu JP2, ulega rozluźnieniu. Na przykład papież Franciszek podczas spotkania z królową Jordanii – Ranią, ukłonił się jej pierwszy, pod prąd konwenansom. Angela Merkel podczas spotkania z papieżem była ubrana w spodnie i nie miała nakrycia głowy (więc jednak można).

Beaty nie pojechały do Watykanu na pielgrzymkę. Reprezentują świeckie państwo i jego obywateli, w tym mnie, ateistkę. Tymczasem ubrały się jak moja wiejska prababcia na pogrzeb w latach 30. ubiegłego wieku. Szef protokołu jest od tego, żeby pilnował, jak całe to towarzystwo wygląda, reprezentując nie siebie, ale kraj i jego obywateli. Zapewne to niepoprawne politycznie, ale nie jestem w stanie obiecać, że nie będę się śmiała, kiedy znowu zobaczę któregoś z tych kocmołuchów odwalonego jak szczur na otwarcie kanału, ponieważ tylko tyle mogę. Ostentacyjne obnoszenie się ze swoją wiarą podczas spotkania politycznego uważam za słabe.

Mam centralnie w tyle, jak się ubierają osoby publiczne prywatnie. Po pracy Brocha może chodzić w dresie i bez brochy, albo z brochami, wszystko mi jedno. Może też chodzić bez niczego, jeśli jest nudystką, a także zmieniać mantyle jak rękawiczki. Jej życie prywatne, jej styl. Ale dopóki jest w pracy i występuje w moim imieniu, niech nie wygląda jak wdowa żałobna po terroryście czeczeńskim.

 

Ilustracja otwierająca: pingwin królewski /Pinguinaria Patachonica, the Patagonian Penguin/ (Shaw 1792). Niewykluczone zresztą, że jest to pingwina.

Temat pokrewny: http://www.towarymieszane.pl/nosta-co-chceta/

2 Komentarze: “Ni pingwin, ni Szydło, coś na kształt wdowy

  1. czy ja wiem… gdyby panie założyły spodnie i nie miały nakrycia głowy,podniósłby się szum, że nie umieją się ubrać stosownie do sytuacji i niegodnie reprezentują państwo. jestem tego pewna. cóż, wszystkim nie dogodzisz. protokołu nie złamały i policzmy im to na plus.

  2. Pewnie by się podniósł, ale ja bym wówczas była w obozie przeciwnym. Angela Merkel nie złamała protokołu – rzecz była uzgodniona przez szefów protokołu. Na przykład papa Franciszek zrezygnował z czerwonych trzewiczków – też w sumie łamie w ten sposób protokół, ale nie mam mu za złe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *