Solipsyzm w wersji pop

Internety aż kipią od tego: ja, o mnie, dla mnie, ze mną, od ocen i sądów. Praca w grupach nie pomaga i nie leczy tej przypadłości. To jest współczesny solipsyzm. Tylko ja istnieję, wszystko inne to wytwór umysłu – oczywiście mojego. Nie byłabym dobrym solipsystą, bo oto dopiero kilka tygodni temu dowiedziałam się o istnieniu kijka do selfie. Myślę, że selfie to szczyt solipsyzmu.

Solipsyzm (łac. solus ipse = ja sam) to pogląd filozoficzny, według którego istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający, cała rzeczywistość natomiast jest jedynie zbiorem jego subiektywnych wrażeń. Ludzie, krajobrazy, obiekty – są częściami jego umysłu. Za twórcę tego poglądu uważany jest sofista Gorgiasz, który w dziele O naturze albo o niebycie (Wikipedia nazywa je „manifestem antycznego nihilizmu”) powiadał, że: 1. Nic nie istnieje. 2. Nawet jeśli coś by istniało, nikt by nie mógł o tym wiedzieć. 3. Nawet jeśli ktoś by o tym wiedział, nie mógłby nikomu o tym zakomunikować.

Przekładając z filozoficznego na polski: „Jesteście tylko wierszem idioty, odbitym na powielaczu” (Jacek Kaczmarski, Autoportret Witkacego).

Ciekawe, czy Gorgiasz by się ucieszył – bo wprawdzie solipsyzm znowu zewsząd atakuje, niestety – w wersji dla niezamożnych duchowo.

Internety pękają w szwach od bliźnich, obwieszczających miastu i światu, że byli w miejscu X – na przykład w Wenecji, Paryżu, na Kilimandżaro i ozdabiających tę wieść zdjęciem, z którego wdzięczą się w pozie jak z kalendarza dla kierowców TIR-ów. Oczywiście ani Wenecji, ani Paryża, ani Kilimandżaro nie widać ani-ani. Nie ma nawet próby opisu tych miejsc. Jestem tylko ja, z góry, z boku i z podskoku. Nie ma żadnej najmarniejszej próby opisu rzeczywistości.

To jest współczesny solipsyzm. Tylko ja istnieję, Kilimandżaro to wytwór umysłu – oczywiście mojego.

Nie byłabym dobrym solipsystą, bo oto dopiero kilka tygodni temu dowiedziałam się o istnieniu kijka do selfie. Myślę, że selfie to szczyt solipsyzmu.

Kilka lat temu brałam udział w zjeździe absolwentów mojego wydziału. Dowiedziałam się między innymi, że jego obecni studenci podczas rozlicznych zajęć zajmują się głównie analizą relacji między sobą a rozmówcą. I nie, to nie jest psychologia. Jest to kierunek, którego celem jest opis zjawisk w oparciu o obserwację uczestniczącą, wywiady, kwestionariusze. Tak wyedukowani absolwenci trafiają potem – między innymi – do mojej koleżanki, która jest dyrektorką jednego z dużych muzeów i – według jej słów – nie umieją opisać pozyskanego eksponatu.

Nie dziwi, skoro zajmują się przez całe studia relacją między sobą a obiektem (z akcentem, na „sobą”. Wyobrażam to sobie. Dostają, powiedzmy, oryginalne buty z okresu lateńskiego epoki żelaza. Zagłębiają się w relację, jaka powstaje między nimi a tymi butami. A potem spokojnie mogą napisać w karcie: Błeee. Okropność. W życiu bym nie założył.

Mam podejrzenia, że na innych kierunkach studiów musi być podobnie. To tłumaczy, dlaczego internety kipią od narcystycznych solipsystów: ja, o mnie, dla mnie, ze mną, od ocen i sądów. Praca w grupach nie pomaga i nie leczy tej przypadłości.

Co do mnie, to tęsknię za rzetelnym opisem, nienacechowanym ocenami. Właściwie za każdym razem, kiedy tylko pojawi mi się taka tęsknota, powinnam sobie rzeczywistość opisać sama i nie mieć zbyt wielkich oczekiwań wobec ludzkości.

Witamy w krainie, gdzie refleksja ginie.

 

Ilustracja otwierająca: Para butów znaleziona przy ciele na torfowisku Rønbjerg, datowana na okres przedrzymski epoki żelaza.

Fot. Roberto Fortuna, The National Museum of Denmark

2 Komentarze: “Solipsyzm w wersji pop

  1. Tak. Dziękuję za poznanie nowego (dla mnie) pojęcia :) Uwielbiam publikować zdjęcia kawałka mnie na tle kawałka czegoś innego, ale jednocześnie nie zaprzeczam, że istnieją inni. Popracuję nad refleksją :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *