Nie wstydźcie się wybrać pięknego

Sama miłość to za mało, żeby zapewnić zwierzakowi dobry dom i fajne w nim życie. Jeżeli ktoś jednak żyje w takim przekonaniu, to tym bardziej nie powinien mieć zwierzęcia. Pies to nie jest człowieczek w futrzanym ubranku. Flaki mi się przewracają od tego czułostkowego „będzie miał domek”. Już samo to zdrobnienie świadczy o tym, że komuś się myli głowa z ogonem.

 

Może ten blog powinien się nazywać „Mieszane uczucia”, ponieważ – jak stwierdzam – mam je dość często. Ostatnio miesza mi w uczuciach moda na branie psów (i kotów) ze schronisk. Jak zwykle nie chodzi o to CO, tylko JAK.

Modę tę uważam za niebezpieczną, zwłaszcza w wykonaniu młodych, niedoświadczonych wolontariuszy, którzy zapewne chcą dobrze, ale emocje biorą u nich górę nad rozumem. Chęć dania domu skrzywdzonym przez los braciom mniejszym jest cenna. Tylko że nie każdy zwierzak ze schroniska nadaje się dla dowolnego człowieka. I o ile człowiek może tego nie być świadom – o tyle wolontariusz jednak powinien brać pod uwagę ograniczenia, którym podlegają ludzie – fizyczne i finansowe. Nad mentalnymi można ewentualnie popracować (chociaż może to być praca na kilka pokoleń).

Sama miłość to za mało, żeby zapewnić zwierzakowi dobry dom i fajne w nim życie. Jeżeli ktoś jednak żyje w takim przekonaniu, to tym bardziej nie powinien mieć zwierzęcia, ponieważ marzenie „Bóg dał psa, to da i na psa” to tylko marzenie, a i żaden rząd nie dołoży +500.

Mam psa i dwa koty. Czasami jestem pytana, czy bym nie wzięła jeszcze jednego zwierzaka. Nie, nie wzięłabym Znam swoje ograniczenia, wiem, jakie mam możliwości.

Na przykład jest dla mnie dość oczywiste, że starzy ludzie nie powinni (raczej i statystycznie) mieć młodego psa, ponieważ sami mają problemy z poruszaniem się i nie zapewnią zwierzakowi odpowiedniej dawki ruchu. Widzę masę otyłych psów. Mają dom, mają co jeść, ale nie maja radości życia.

Kiedyś jedna z działaczek organizacji na rzecz zwierząt powiedziała „To niech wezmą starego psa, przecież mu mogą zafundować jeszcze parę lat fajnego życia i dobry dom!”. To jest prawda, niestety – teoretyczna. Stary pies choruje, a leczenie kosztuje, kosztuje także specjalistyczna karma. Bywa, że trzeba zwierzę dźwigać – także po schodach.

„To może kotka?”

Proszę bardzo: sama mam dwa koty. Jeden z nich został wzięty z pseudohodowli, czyli miejsca, z jakiego zwierząt brać nie należy. I nie należy mnie naśladować. Kot ma lat 14 i choruje na cukrzycę. Wydatki na takiego kota to odpowiednia karma, insulina (ok. 45 zł fiolka plus wypisanie recepty 10 zł – wystarcza na jakieś pięć tygodni), paski do glukometru (50 zł, wystarczają na jakiś miesiąc), strzykawki (ok. złotówka za sztukę, czasem trzeba dwie dziennie) i trzy razy więcej zużytego przez kota żwirku (bo cukrzycowy kot produkuje cukrzycowe ilości moczu). Ten żwir trzeba wynieść do śmietnika, a jest ciężki. Mieszkam na trzecim piętrze, do śmietnika mam 160 metrów. Ja daję radę, ale jak to ma być terapia zajęciowa dla seniora, to ja jestem hinduska tancerka (wyjaśniam: nie umiem zatańczyć nawet „Zasiali górale”).

Co ciekawe, pokutują dwa mity związane z psami i gdybym za każdym razem, kiedy je słyszę dostawała powiedzmy 5 zeta, miałabym niezły ukręt z tego w miesiącu. Jest to mit „taki pies potrzebuje dużego mieszkania” i „dla takiego psa najlepszy byłby domek z ogródkiem”.

Otóż nie potrzebuje. Pies śpi 18 godzin na dobę. Pozostałe najchętniej spędzi na dworze. Powinien się wychodzić, wybiegać. Jak wróci – pójdzie spać. Potrzebuje swojego legowiska, ale ma inne potrzeby niż człowiek: nie musi mieć salonu, biblioteki i sali kąpielowej. Ten mit to pół biedy, gorzej z domem z ogródkiem. Ludzie, którzy ten ogródek mają, sądzą według swoich potrzeb: to oni potrzebują ogródka. Psu on jest na plaster. Obserwuję w jednej z podmiejskich dzielnic Warszawy te psy w ogródkach. Są niezsocjalizowane, znudzone, a ich jedynym zajęciem jest rzucanie się na płot. Nie są wyprowadzane na spacery. Nie mają kontaktu z ludźmi, z ruchem ulicznym i – przede wszystkim – z innymi psami. Ilość zróżnicowanych bodźców, jakich dostarcza mu otoczenie, jest żałosna. Podejrzewam, że w schronisku miałby ich więcej.

Pies to nie jest człowieczek w futrzanym ubranku. Flaki mi się przewracają od tego czułostkowego „będzie miał domek”. Już samo to zdrobnienie świadczy o tym, że komuś się myli głowa z ogonem.

Zanim dacie sobie wyprać mózg zastanówcie się, czy macie pieniądze na specjalistyczną karmę (bo czasem nie da się inaczej, a pies to nie śmietniczka), na szczepienia, dobre preparaty chroniące przed kleszczami, na szkolenie i behawiorystę (bo tego czasami też się nie da uniknąć przy psie ze schronu), czy macie czas i kondycję, żeby z nim łazić w śniegu i deszczu, nad ranem i w nocy. Czy gotowi jesteście robić to wszystko dzień w dzień przez wiele lat. Dla tego konkretnego psa albo kota. A może dla tego w boksie obok, chociaż jest mniej biedny? Czy rzeczywiście chcecie wziąć psa ze schroniska? Po prostu uważam, że ostatnimi czasy dominuje pogląd, że tak należy robić, że hodowle są be, że po co zwierzak rodowodowy, skoro tyle biedy jest w schroniskach. Dla mnie to emocjonalny szantaż. Inni ludzie mają prawo do tego, żeby żyć po swojemu, wybierać po swojemu zwierzęta, preferować konkretne rasy.

Mówi się, że zwierzę to jeszcze jeden członek rodziny. Tak rzeczywiście jest. Zwierzak i człowiek wchodzą w relację, tworzą więź. Czy na co dzień zawiązujemy więzi z ludźmi przede wszystkim dlatego, że zostali skrzywdzeni przez los? Czy dobieramy sobie znajomych i partnerów według jakiejś innej zasady? Nie wstydźcie się tego, że podobają się wam zwierzęta piękne, mądre i bezproblemowe. Wiem, że bieda i krzywda działają na emocje, ale być może lepiej pomożecie skrzywdzonemu zwierzęciu – nie biorąc go, a biorąc to piękne, które rokuje i które pasuje do was. Dzięki temu dla tej biedy schronisko będzie miało więcej pieniędzy i czasu. Romantyczna była też rozważna i dobrze na tym wyszła.

 

Na podobne tematy:

I tak człowiek sprawił sobie psa

Latający dywan psich kup

 

Ilustracja otwierająca: Grygoryj, dla przyjaciół Ryjo. Pies z adopcji

 

 

 

 

22 Komentarze: “Nie wstydźcie się wybrać pięknego

  1. Amen i atrament, czy coś tam. dodam jeszcze, że pies (o kotach nic nie wiem) to 90 %obowiązku i dopiero 10 przyjemności. Mnie do szczęścia wystarcza te 10 i nie wyobrażam sobie życia bez psów. A teraz idę zadzwonić do weta, zarejestrować się na jutro bo jak zwykle coś.

  2. Ogromnie Pani dziękuję za tego posta, zwłaszcza w obliczu moich ostatnich wahań emocjonalnych (dziecko chce kota z hodowli a ja nań naskoczylam, że „tyle bidulek w schroniskach”) i serio przemówiła mi PAni do rozsądku, jak nikt dotychczas.

    serdecznie pozdrawiam,
    magdalena

  3. Łał! Pierwszy raz widzę rozsądną wypowiedź na ten temat.
    Mam koty z hodowli i cieszę się z tego, ale nie mówię o tym zbyt głośno, bo nie chce mi się potem niektórym tłumaczyć rzeczy prostych. A powinnam.
    Teraz już będę.

    Nie wróżę pani szerokiej popularności ;)

    Życzę zdrowia – pani oraz menażerii.

  4. Mam psa z adopcji (ale miałam też psy rodowodowe), mam kota z pseudohodowli i kota z rodowodem. Pewnie żaden wybór nie jest jednoznacznie dobry, każdy niesie za sobą jakieś ograniczenia i rodzi problemy. Ale napieranie, ze tylko ze schronu albo tylko rodowodowy to terroryzm. Dzięki za dobre słowo!

  5. mam kota ,niestety miałam kotkę co się u mnie urodziła i kota którego jakaś baba przerzuciła przez mój płot…
    Ogródek jest ok dla kotów.Kotka żyła sobie lat 16 i dobrze jej było,kot żyje nadal i ma teren.
    Gorzej z psem.
    Pies z adopcji.I ogródek.I …. i niestety bywa,a uj tam pada/śnieży/wieje/za gorąco/za zimno nie idę na spacer przecież MA OGRÓDEK.( i chwasty więc ten,spokojnie biega;)).Błąd.Pies wyje z nudów a spacer to taki impuls i nowe wieści i spotkania z innymi .

  6. No właśnie. Grila se nie rozpali, nie nasmrodzi na całą okolicę, psów innych nie zaprosi. Jest sam i może tylko kłapać na muchy.

  7. mam dwa koty z hodowli i psa ze schroniska. koty kosztowały kupę forsy – pies był za darmo. i to było moje kryterium. pies miał być użytkowy i nie kosztować. aaaa. bo psa wzięłam aby odstraszał w lesie zboczeńca. lecz szkoda mi było pieniędzy na kolejnego zwierzaka więc wymyśliłam, ze wezmę sobie ze schroniska za darmo. gdy poszłam na Paluch miałam jasne kryteria – żadnym z nich nie była uroda (choć pies jest swoiście urodziwy). pies kosztował mnie do dzisiaj więcej kasy niż dwa moje rasowe koty razem. A po po schronisku to i chora trzustka – czytaj karma – i non stop coś na spacerach żre i ma sraczki- czytaj zastrzyki, a to kleszcz i babeszjoza – czytaj 1000 zł za leczenie itee. Pies miał szczęście, bo po wiktoriańsku miłość przyszła, ale temat tak mnie w pewnym momencie rozjechał jak wczesne macierzyństwo z bejbi bluesem. Od kiedy mam psa nie potrafię rzucic kamieniem w tych co psa oddają. bo rozumiem, że to może przerosnąć. Brak tego typu tekstow edukacyjnych jak Twój. BRAWO ! a żeby się jednak trochę przyczepić (tylko dla rzetelności bo uważam, że winien być na ulotce w schroniskach) to – wolontariusze – ci których poznałam bardzo dobrze ogarniają temat i fachową pomocą służą. Poznałam tych paluchowych.

    1. Na założeniu że „ma być za darmo/ ma mało kosztować” niemal zawsze się człowiek przejedzie. Wyobrażasz sobie kogoś, kto chce tanio kupić i tanio utrzymać konia? ;) Konie to przykład finansowo ekstremalny, ale to tylko inna skala, mechanizm ten sam. Chyba nikt zdrowy na umyśle nie kupowałby „konia pełnej krwi arabskiej bez rodowodu”, za maleńki ułamek ceny rasowego zwierzęcia – byłoby jasne, że z tego będą kłopoty. Byłoby jasne, że sprzedający konia musiał go gdzieś trzymać, czymś karmić, zapewniać opiekę – a to kosztuje, więc czym karmił i gdzie trzymał, jeśli sprzedaje za dwie stówy? Nawet komuś, kto się na koniach kompletnie nie zna, byłoby też łatwo dostrzec co to znaczy „podejrzanie tania pasza” czy „podejrzanie tani kowal”. Jakoś chyba zapominamy, że chociaż skala jest inna, utrzymywanie psa niezależnie od tego czy „użytkowego”, „sportowego” czy „towarzyszącego”, jest takim samym zbytkiem jak utrzymywanie konia. Konie też moźna adoptować, ale nikt się nie spodziewa, że taki koń, „adoptowany za darmo”, będzie tańszy w utrzymaniu od rasowego i równie dobrze będzie pełnił funkcje użytkowe.
      Bezdomność psów i kotów to ogromny problem, podczas gdy bezdomność koni ma charakter marginalny – bo konie są zbyt drogie, żeby je zostawiać przywiązane w lesie do drzewa. Przy zwierzętach rasowych wybór jest między rasowym, nieraz za dwa-trzy tysiące zł, pseudohowowlą za kilka stów, a darmową adopcją. W ten sposób zwierzę z adopcji wydaje się najtańsze, a to rzecz jasna nieprawda, i paradoksalnie część ludzi wybiera pseudo, zakładając że za kilka stów dostają lepszy „produkt” niż za darmo. Może powinna być przy adopcji opłata? Poprawiłaby to kondycję schronisk, ale i przypominałoby ludziom, że posiadanie psa – nawet tego biednego i problemowego – jest pewnym luksusem, a nie tylko aktem dobroci.

  8. Gdzieś jednak jest błąd, bo nieudanych adopcji jest sporo.
    Co do kosztów – nie mam wątpliwości. Nikita z pseudohodowli to worek bez dna, kot z rodowodem kosztuje mnie tylko specjalistyczną karmę, a problem behawioralny, jaki ma to „Kot się niczego nie boi”.

  9. Podpisuję się pod tym – ja czyli opiekun psa schroniskowego i zamieszkującego „dom z ogródkiem”. Na naszym osiedlu prawie na każdej posesji mieszka pies, na ulicach tych psów nie widać. Mam obok domu piękny teren zalesiony, ze stawami – raj, żeby pies pobiegał a człowiekowi oko odpoczęło i umysł się przewietrzył. To niestety – „przecież pies ma ogród!”, a że te nasze osiedlowe ogrody są wielkości znaczka pocztowego…

    I z wolontariuszami mam swoje przygody. Szukałam psa dla siebie, wzięłam polecany egzemplarz na spacer, za tydzień na kolejny spacer i powiedziałam, że nie ma między nami chemii. Jakież było zdziwienie: że przecież on taki kochany, że on tak potrzebuję, że trzeba dać mu czas. Ale to ja z nim wrócę do domu, i wrócę na lat kilkanaście. Miałam już psa ze schroniska – to po prostu był ten i ja o tym wiedziałam od pierwszego spojrzenia za kraty. W końcu znalazłam psa na drugim końcu Polski i chemia między całą naszą rodziną jest bezdyskusyjna. Usłyszałam, że trochę poszłam na łatwiznę bo to był wyjątkowo piękny okaz. Znaczy powinnam nad najbrzydszym się ulitować? Bo…? Ten mój okaz już dwa razy tracił dom. Więc jednak ta uroda to nie wszystko. A może był polecany na zasadzie „ma problemy ale w kochającym domku będzie inaczej?”.
    Dlatego bardzo cenię sobie obszerne ankiety adopcyjne fundacji prozwierzęcych. Otwierają oczy na to, że zwierze starzeje się, choruje, że wymaga karmy, leczenia, że nie zawsze będzie puchatym kłębkiem jak z reklamy. I pozwalają zweryfikować naszą gotowość wobec obowiązków i trudności.

  10. Aaaa. Jeszcze jest coś o czym warto wiedzieć. Zwierzaki mają swoje przypisane do ras cechy. Dlatego np mam rasowe, leniwe koty – po wcześniejszych adhadowcach – dachowcach, które niszczyły, uciekały i ginęły tragicznie.

    jak brałam psa zupełnie nic nie wiedziałam o psach. A teraz już wiem. Blue jest mieszańcem huskiego z wyżłem. NI CHOLERY NIE DA SIĘ GO UŁOŻYĆ. A przynajmniej nie nadludzkim wysiłkiem. I teraz z pewną zazdrością rodzica trudnego dziecka patrzę w parku na właścicieli owczarków niemieckich i jednego królewskiego pudla. Jak tamte grzecznie przy nodze chodzą. to też ważne. ja w każdym razi następnym razem – czy ze schroniska czy z hodowli – patrzyłabym już na rasę (lub choćby dominujące cechy) :)

    1. Grisza jest samoyedem, czyli pierwotniakiem – z tej samej grupy, co husky (haskacza bym nie wzięła za skarby świata). Kiedy go wzięłam, był wprawdzie znakomicie zsocjalizowany (bo wychowany przez sforę), przyjazny do ludzi (bo ta rasa tak ma), ale był to psi Kaspar Hauser. Nic nie umiał, nawet chodzić na smyczy. Pierwszej behawiorystce nie udało się go włączyć do grupy na szkoleniu, udało się drugiej. W grupie psy się lepiej uczą (a rodowodowe psy szkoliłam też, chociaż wówczas innymi metodami). W szkolenie w grupie warto zainwestować, namawiałabym Cię na to.

  11. Tyle się Cię naczytałam Derekcjo /od czasów F./,że się odezwę. Miałam 2 znajdki, psa i kota. Kochałam jak gupia i byłam u nich na służbie 17 lat, każdy dzień ustawiałam pod kątem sikania psa /byłam sama i miałam firemkę/, kot przez ostatnie 3 lata miał cukrzycę i 5 wychodków w mieszkaniu, bo koty tak, ale kocie smrody to już nie, a na zakończenie onej służby musiałam podjąć straszne decyzje o zabiciu moich zwierząt /powszechnie zwane uśpieniem/. Teraz wyniosłam się na zabitą dechami wiochę, marzę o psach i kotach, ale nie wezmę. Dokarmiam ptaki, w każdej wsi jest psia i kocia bieda, której można coś podrzucić i już. I mam dość pytań, kiedy se wezmę pieska, bo przecież
    wieś ogród itd. Pozdrawiam ja i moje wieprzowe dzięcioły.

    1. Te pytania, kiedy znowu pies/kot to prawie jak „a kiedy drugie dziecko?”. Pozdrowienia dla Ciebie i wieprzowych dzięciołów :)

  12. (Nie wiem, jak to się stało, że przegapiłam ten wpis?)
    Na moim osiedlu (w niedużym miasteczku) dawniej królowały kundle. Na ogół niekłopotliwe, wychowywały się jakoś niechcący, sporo właścicieli wychodziło z nimi na pobliską łączkę, psy się socjalizowały (chociaż wtedy to się tak nie nazywało), właściciele sobie dyskutowali o sprawach różnych. Od paru lat kundle są w niełasce, zaczynają królować rasowce (albo pseudorasowce). Na pewno nie były starannie wybierane pod kątem rasy, raczej panującej mody. Wyprowadzane są zawsze na smyczy, na 15 minut wokół pobliskiego trawnika, a ścieżki na pobliskiej łączce zdążyły zarosnąć. Chyba jednak w ogródku miałyby więcej bodźców ;)
    Zgadzam się co do rozważnej adopcji, ale rozciągnęłabym to do decyzji o posiadaniu psa jako takiego.
    I polecam świetny blog 'Psy i ludzie’, tu o adopcjach: http://www.psyiludzie.pl/bec-tatusia-bec-mamusie-a-dziadunia-dylu-dylu/

    1. Znam ten blog, jest świetny.
      I oczywiście pełna zgoda na głęboki namysł przed wzięciem psa w ogóle.
      No i sama pamiętam te czasy, kiedy chodziłam z moim ówczesnym psem na pola (obecnie jest tam osiedle), gdzie mógł wybiegać się z innymi psami. Przestrzeń miejska jest coraz mniej przyjazna psom (ale o tym pisałam kiedyś w B&B).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *