Latający dywan psich kup

Dzisiaj, sprzątając po swoim psie, wdepnęłam w gówno cudzego psa. To się zdarza statystycznie dwa razy w tygodniu. Jeśli ktoś sądzi, że będę walić w niesprzątających psiarzy – jest w błędzie. Nie mam do nich pretensji. W nocy, w oświetleniu, którego na dobrą sprawę nie ma wcale, spośród zwałów liści, które są grabione przez miasto raz w roku i przebogatego wyboru śmieci usuwanych także raz w roku – nie sposób wyłowić psińco.

Śniegu nie ma, więc temat poniekąd nie istnieje. Ale niech no tylko spadnie, zaraz się zacznie. Społeczeństwo estetów i higienistów zacznie bić na alarm: jak to będzie wyglądać, kiedy śnieg stopnieje?! Rodzice małych dzieci podniosą kwestię wdepnięcia w psie ekskrementy przez ich dzieci, biwakujące na miejskich trawnikach.

Wszyscy ci zatroskani ludzie, to na pewno nie są ci, którzy charkają na chodniki, plują na nie gumą do żucia, wyrzucają gdzie popadnie opakowania po żarciu na wynos. To na pewno nie oni palą na klatkach schodowych, w oknach i na balkonach, a swoje niedopałki wyrzucają gdziekolwiek. Jeśli mają wychodzące koty, to z pewnością po nich sprzątają. Nie wierzę też, że to oni rzucają chleb gołębiom – a nawet jeśli, to potem na pewno latają z szufelką i sprzątają po ptakach. To krasnoludki parkują pod znakiem zakazu parkowania i postoju, nie oni. To krasnoludki rzygają na chodniki, zwłaszcza w zaciszu przystanków komunikacji miejskiej. To nie oni wysadzają dzieci pod moim blokiem (w pobliżu ratusz dzielnicy, szpital i przychodnia, wszędzie są toalety), a na zwróconą uwagę odpowiadają „To tylko dziecko!” (a to tylko pies). To nie oni wsadzają swoje bachorzyska z butami do koszy w marketach – chociaż kosze te mają specjalne siedzisko dla dziecka. To nie oni je puszczają luzem w przestrzeni publicznej. To ktoś inny tłucze na chodnikach szkło (tak mi się kojarzy: posprzątaj po swoim drinku). Zapewne to kosmici zapychają zwykłymi śmieciami kosze przeznaczone wyłącznie na psie odchody i kosmici wynoszą wory ze śmieciami do koszy na przystankach, zamiast do śmietników wspólnot mieszkaniowych. To na pewno są ludzie z wyobraźnią, którzy pamiętają, gdzie mają prawą stronę nie tylko na schodach ruchomych, ale także na przejściu dla pieszych, w korytarzach, na jezdni. Nie oni też pizgają resztkami z obiadu przez okno.

W takim Włocławku na przykład. W 2007 roku miasto kupiło 40 koszy na psie odchody z wkładami po 1000 woreczków, co kosztowało blisko 13 tys. złotych. Zamontowano je w listopadzie 2007 roku, co kosztowało dodatkowo ponad trzy tys. złotych. Już w pierwszym półroczu 2008 roku wandale rozprawili się z trzydziestoma koszami. Miejski Zespół Usług Komunalnych remontował je na bieżąco, a w czerwcu zlikwidował 21 koszy (czyli ponad połowę), bo nie nadawały się ani do użytku, ani do naprawy. Zdarzały się przypadki, że pojemniki były kradzione – na pewno przez właścicieli psów, specjalnie po to, żeby mieć wykręt i nie sprzątać. Pozostałe, które można było naprawić, służyły jeszcze przez kilka miesięcy, po czym po roku nie został ani jeden nadający się do użytku.

– Biorąc powyższe pod uwagę na razie nie planujemy kupna podobnych pojemników na psie odchody – powiedział wówczas portalowi „Dzień dobry, Włocławek” dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej ratusza. Nie wiem, czy słowa dotrzymał, ale w sumie dlaczego by nie. Na pewno łatwiej wlepić mandat właścicielowi, który nie ma gdzie wyrzucić tego, co posprzątał po swoim psie, niż polować na wandala, który wyruszył na wojnę z pojemnikami.

W Łodzi psy pozostawiają codziennie 20 ton nieczystości, w Warszawie – 16 ton, a we Wrocławiu 5 ton. Paryskie pieseczki produkują 22 tony kupy dziennie, a w ciągu roku około 650 pechowców na tej kupie wpada w poślizg, chociaż w Paryżu zbieranie psich kup z chodnika jest obowiązkowe, traktowane jako obywatelski obowiązek (na trawniki wstęp jest zakazany wszystkim – i psom, i dzieciom), a mandat za nieposprzątanie wynosi 68 €. Za rzucenie niedopałka płaci się tyle samo.

W Londynie sprzątać ma właściciel lub petsitter (prawie wszędzie są kosze na odchody). Niezależnie od tego w wielu parkach chodzą też miejscy sprzątacze, którzy oprócz zwykłych śmieci mają obowiązek zebrać kupska niczyje. Jeśli chodzi o trawniki sprawa prosta jak drut – są dla ludzi i psów, więc tym bardziej należy na nich sprzątać.

Kary za śmiecenie mieszczą się w przedziale od 50-80 funtów w zależności od dzielnicy lub miasta. Dotyczy to też wyrzucania śmieci z auta przez okno. Są plany podniesienia tej kary do 150 funtów. Ta sama kara dotyczy wyrzucania niedopałków, puszek po piwie, gumy do żucia i psich odchodów.

W Wormacji, w tych porządnych i zdyscyplinowanych Niemczech, władze miasta wpadły na pomysł, żeby oznaczyć psie kupy kolorowymi chorągiewkami. Na chorągiewkach były między innymi napisy: „Kupa odpowiedzialności” i „Moja kupka należy do mnie”.

Natknęłam się na opowieść o merze, który ogłosił konkurs fotograficzny – polowanie na niesprzątających właścicieli. Na jednej z francuskich (licznych) stron o sprzątaniu kup fotografia asfaltowej ścieżki w parku z napisem: „Trottoir plein de merdes de chiens” (chodnik pełen psich kup), za to na innej opis „Des chiens qui gambadent sur la pelouse, des trottoirs sans déjections canines, des quatre-pattes assis au pied de leurs maîtres dans un bus… A Amsterdam, Londres ou Varsovie, ces scènes sont fréquentes et font partie du quotidien” (Psy brykające na trawniku, chodniki bez psich ekskrementów, psy siedzące przy swoich właścicielach w autobusie… W Amsterdamie, Londynie i Warszawie sceny te są powszechne i są częścią codziennego życia”).

Na Capri robi się testy DNA, żeby ustalić, który to pies wyprodukował kupę, a w jakimś miasteczku w Hiszpanii merostwo odsyłało psie kupy właścicielom.

Jak widać – nie jest to problem specyficznie polski.

Powiem państwu, dlaczego. Dlatego, że to temat zastępczy. Dlatego, że właściciel – zwłaszcza zdyscyplinowany, z psem na smyczy – stanowi łatwy cel. Łatwiejszy od pijanego obszczywęgła, siejącego szklanymi tulipanami po trotuarze albo drecha wywalającego niedopałki i plastiki przez okienko swojego czym-tam-oni-teraz-jeżdżą. Dlatego, że każdy chce mieć dla siebie przestrzeń publiczną w zakresie przywilejów, a obowiązki przerzucić na innych.

Uważam, że kupy z chodnika powinien sprzątać właściciel. Te z trawników powinny być sprzątane i utylizowane przez odpowiednie służby. Są nawet do tego specjalne odkurzacze. Kupa, jako produkt naturalny, nie zawsze trzyma standard z reklamy psiej karmy. Jeśli ktoś sądzi, że da się dokładnie posprzątać po psie z biegunką z trawnika, który jest koszony z łaski na uciechę, to jest w tak zwanym mylnym błędzie. A specjalnym odkurzaczem da się to zrobić dokładnie. Aczkolwiek nie wiem, czy te odkurzacze usuwają także zużyte prezerwatywy, strzykawki, podpaski i wszelkie inne dobra, które ludzie wyrzucają na trawniki we wspólnej przestrzeni miejskiej.

Nie sądzę, żeby zdyscyplinowanie tylko jednej grupy ludzi cokolwiek zmieniło. Bo psie kupy to tylko wierzchołek kupy kulturowej. Pod spodem jest cała masa innego gówna.

 

Ilustracja otwierająca: jedyny kosz na psie odchody przy mojej ulicy (bardzo długiej).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *