Zabieraj te cyce z lady

Publiczne karmienie piersią, chociaż jest miejsce, gdzie można to zrobić bez świadków i obnoszenia się z cycem to naruszanie mojej strefy wrażliwości. A ja nie chcę uczestniczyć w cudzym życiu bez udzielenia na to świadomej zgody. 

Czasy, kiedy mężczyźni pytali, czy mogą zdjąć marynarkę, przeminęły, a ludzie wychowani wyginęli. Zostali ci, którzy wywalają swoje klaty i cyce bez pytania. Dla jasności: cyc jako dodatek do reklamy energetyka, dachówek, samochodu i szybkiego Internetu zniesmacza mnie tak samo (chociaż z innych przyczyn – na nich kobieta i jej pierś są dodatkiem do produktu). Statystycznie ludziom cyc w reklamie nie przeszkadza, jak sądzę dlatego, że jest tylko symbolem erotycznym, przepuszczonym przez fotoszopa i obrobiony innymi technikami. Nie jest to więc cyc prawdziwy, obarczony niedoskonałościami.

Politolog i eurodeputowany Marek Migalski trzy dni temu karmienie piersią porównał do puszczania bąków, sikania i plucia. Należę do tego odsetka ludzkości, którego widok karmiącej i ssącego dziecka ani trochę nie wzrusza i nie rozczula (choć wzrusza mnie masa innych rzeczy). Niemniej uważam, że Migalski przesadził. 

Byłam kiedyś w agroturystyce z babą, która nie karmiła dziecka w pokoju, tylko schodziła w tym celu na posiłek do wspólnego stołu, gdzie wywalała cyc aż po żebra. Wczasowicze byli zgromadzeni przy jednym dużym stole. Każdy miał sobie przypisane miejsce. Baba siedziala dokładnie naprzeciwko mnie. W tej agroturystyce każdy miał swój pokój, to nie był obóz przejściowy dla uchodźców. I o takie sytuacje mi chodzi, a nie takie, w których karmiąca matka musi sobie jakoś radzić w warunkach polowych.

Spotkałam się z argumentem „Bo u nas tylko madonny w kościele mogą”. Chyba nie tylko u nas, skoro papież Franciszek zachęcał do karmienia piersią w kościele. Pani w agroturystyce, jej cała pierś nad talerzem, nie miała w sobie nic z madonny z dzieciątkiem. Z czegoś intymnego zrobiła cyrkowy numer.

Bo właśnie: nie każda goła baba jest dziełem na miarę „Wenus” Botticellego, kilka gołych bebzonów i flaszka piwa to nie jest per se „Śniadanie na trawie”, a wywalony nad talerzem z ogórkową cyc to nie jest „Macierzyństwo” Wyspiańskiego. Między życiem z całą jego fizjologią a sztuką ze wszystkimi jej niedopowiedzeniami i symbolami jest miejsce na wagon szampana. Myślę, że fizjologia nie sprawia kłopotu o ile jest własna; w cudzej niekoniecznie każdy chce uczestniczyć.

Jeżeli chodzi o mnie, to przeszkadza mi ostentacja. W różnych aspektach. Nie chcę uczestniczyć w cudzym życiu bez udzielenia na to świadomej zgody. Publiczne karmienie piersią, chociaż jest miejsce, gdzie można to zrobić bez świadków i obnoszenia się z cycem to w moim odczuciu złośliwa ostentacja i naruszanie mojej strefy wrażliwości.

Rozwiązałam sprawę pokojowo. Zaproponowałam gospodyni, że będę jeść na drugą zmianę (której nie było) lub w swoim pokoju. Patrzenie na wytryski pokarmu i ulewanie to dla mnie ciut za dużo podczas posiłku.

Żeby było jasne: powinny być w miejscach publicznych wydzielone strefy, gdzie komfortowo można się zająć niemowlęciem. Przy czym nie uważam, że każdy na przykład restaurator musi takie miejsce zapewnić – warunki lokalowe niekoniecznie temu sprzyjają. Wysyłanie matek karmiących do klozetu w celu nakarmienia dziecka uważam oczywiście za nieprzyzwoite i wykluczające. A także niebezpieczne dla dzieci – jedzenie w towarzystwie bakterii kałowych i bakterii coli jest rekomendowane tylko w świecie żuków gnojarków. Zmuszanie kobiet, żeby siedziały w domach, ponieważ karmią, uważam za formę przemocy. Ale celowe schodzenie do wspólnego stołu, żeby nakarmić dziecko piersią, kiedy ma się  do dyspozycji swój pokój, to naruszanie z premedytacją cudzej strefy. Nawet w miejscu nieprzystosowanym do tego można nakarmić dziecko piersią bez naruszania strefy innych osób. Przed chwilą minęłam w ogródku restauracyjnym kobietę, która karmiła piersią dziecko na oko trzyletnie. Ani się z tym nie kryła, ani nie afiszowała. Czyli można.

Zupełnie inaczej niż kobieta, która tydzień temu karmiła w tramwaju, siedząc plecami do okna a przodem do przejścia, z zupełnie wypuszczonym na wolność cycem. A był to cyc taki, ża gdyby nim rzuciła, to by zabiła. Nie wiem, może to była jakaś akcja społeczna, mająca na celu oswojenie społeczeństwa z tym, że niemowlęta bywają karmione piersią.

Przestrzeń, niestety, jest tylko jedna. Ludzi cała masa. Tę przestrzeń każdy chce mieć na wyłączność i zawłaszcza ją za pomocą szantażu: kibole drący ryja, faceci z obnażonymi brzuszyskami, kobiety karmiące, rowerzyści, samochodziarze, piesi, psiarze, restauratorzy, prostaki grillujący ścierwo na balkonie, smakosze smrodzący frytami w autobusie i telefoniści paplający na cały regulator w komunikacji miejskiej. Każdy, kto ma chociaż trochę sił witalnych, chce mieć wszystko dla siebie na własność. Ilu pokoleń trzeba, żeby interesy wszystkich pogodzić, żeby ludzie żyli i dali żyć innym? Z zazdrością obserwuję pewien program telewizyjny, w którym ludzie majętni kupują sobie bezludne wyspy.

(W jednym z programów Ramsaya niezadowolona i długo czekająca na swoje danie klientka podeszła z reklamacją do lady. Wówczas powiedział jej, jak w tytule)

Ilustracja otwierająca: Lamparcica z młodymi /Leopard/ (Wood 1885)

 

pokrewne tematy:

No kids zamiast dyktatury bachorów

Gołe klaty na Monciaku

 

5 Komentarze: “Zabieraj te cyce z lady

  1. Jeśli można, podzielę się moją przygodą. Otóż jako świetnie prosperujący teacher/lektora/nauczycielka języka obcego miałam przyjemność prowadzić zajęcia w firmach. Klienci byli duzi i mali, zdystansowani i bezpośredni. Jednym z nich była tycia drukarenka w piwnicy [pardon: oficynie] na Powiślu. Ciemno, głucho, jedno wspólne pomieszczenie, chciałoby się powiedzieć: open space. W kąciku stał stół, przy którym próbowałam wlać co nieco do czterech głów. Właścicielką jednej z nich była Szefowa. Czyli żona Szefa. Jej niemowlę spędzało w tej ciemnicy całe dnie. W lekcjach też uczestniczyło czynnie, głównie spożywając kolacyjki. Nie powiem, nie było to ostentacyjne karmienie, nawet dość dyskretne, ale… niesmak pozostał…

    Pozdrawiam… Aha, uwielbiam te ilustracje rozpoczynające wszystkie felietony.

  2. Jest taki trynd, żeby włóczyć ze sobą niemowlę wszędzie, bo się od tego nadzwyczajnie socjalizuje, a i matka przez fakt, że jest matką, nie może przecież być pozbawiona wszelkich przyjemności. No i czasem wychodzi jak powyżej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *