Gołe klaty na Monciaku

Lato przychodzi na owłosionych męskich nogach. Nogach kudłatych jak u pająka ptasznika albo innej czarnej wdowy (która może też być samcem). Lato klapie klapkami, świeci nagim torsem i brzuszyskiem. Lato to  gołe klaty na Monciaku.

Goście, którzy usiłowali wcisnąć cywilizowanemu światu swoje jaskiniowe standardy istnieli zawsze. Kiedyś darli ryja radiem tranzystorowym i wpychali się do knajpy bez krawata. Obecnie łomoczą komórami, a do knajp i stołówek wpychają się w samych gatkach i klapkach. Są w trybie wakacyjnym (zresztą cham dobrowolny i bez wakacji straszy swoimi owłosionymi łydami i klapkami także z biurze).

Tymczasem Sopot szykuje kampanię, która ma uświadomić, że półgołe osoby w przestrzeni miejskiej „nie pasują do otoczenia”. Od dawna mówię, że świat gnije: potrzeba aż kampanii społecznej, żeby ludzkość nas nie uszczęśliwiała widokiem swoich bebzonów, gołych klat i innych części ciała, dla których najwyraźniej ekspozycja na plaży to za mało.

Ja mam pomysł, który jest kompromisem między ekspozycją gołych torsów a ich zakryciem. Dress code na Monciaku i w ogóle w miejscowościach wakacyjnych: męskie spodnie nie powinny być krótsze niż 5 cm ponad kolano. Jeśli mężczyzna nie ma wydepilowanych nóg, powinien się tego wstydzić i schować je w długich nogawkach. Męskie pachy, wystawiane na widok publiczny, powinny być wygolone; wodorosty w Bałtyku w zupełności nam wystarczą. Mężczyźni mogą chodzić po ulicach bez koszulek, ale powinni nosić biustonosze zakrywające sutki (dość tego szczucia męskim cycem).

Mężczyzno! Świecąc gołą klatą zachowujesz się prowokacyjnie (świat jest pełen niewyżytych nimfomanek wszak, które nie panują nad swoimi instynktami) oraz dajesz w ten sposób do zrozumienia, że jesteś mężczyzną lekkich obyczajów.

Dress codu dla kobiet nie podaję, bo nie ma takiej potrzeby – on już jest. Uważam, że wymyśliłam to bardzo sprawiedliwie i satysfakcjonująco estetycznie.

 

Ilustracja otwierająca: A mogłoby być tak pięknie jak u Magritte’a.

6 Komentarze: “Gołe klaty na Monciaku

  1. Zobaczyłam tytuł i przypomniało mi się jak dwa lata temu w letnim semestrze, w lipcu, na pracowni siedzieli razem studentka i student. Oboje w koszulkach na ramiączkach, takich luźnych. Ona miała pod spodem stanik, on busz. Temperatura +25, wilgotność powietrza 98%, oddycha się zupą w labie duszno. Jako że uznaję zasadę, że wszystko można co nie można, byle z wolna i ostrożna (oraz wyobraziłam sobie swoją reakcję na hasło, że czegoś nie powinnam nosić), zajęłam się rzeczami ważnymi, czyli studentem zmagającym się z wskaźnikiem laserowym i przelicznikiem 100 linii/mm na odległość między liniami w metrach (dyfrakcję robiliśmy). Pani od laboratoriów (PoL) poszła i zwróciła studentce uwagę, iż jest ubrana nieprzyzwoicie po czym przyszła się tym pochwalić. Powiedziałam PoL, że teraz powinna to samo powiedzieć studentowi, bo studentce choć majtek nie widać znad szortów a jemu tak. Pani się na mnie oburzyła i powiedziała, że przecież JA bym się tak nie ubrała. No nie ubrałabym się. Ale to o niczym nie świadczy. Tak jak PoL też bym się nie ubrała.

    1. No właśnie to są te dwa odrębne standardy – inny dla kobiet, inny dla mężczyzn. I moim zdaniem, akurat w tym wypadku, który opisałaś, pani od laboratoriów wcale nie chodziło o estetykę.

  2. W Belgii jest zimno nawet w czasie upału, więc pan Magritte nie rozstawał się z paltem i melonikiem. Natomiast malowanym paniom kazał marznąć na golasa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *