Dobra by to była zupa, gdyby kucharz nie był dupa

W planach był wpis o porządkach Zen, jednakowoż plany poszły się czesać z grzywką. Zapotrzebowanie społeczne jest na zupy. Proszę bardzo, ja tam mogę i o zupie. Sama historia i zupy są z lipca 2007 roku, co zaznaczam, żeby mi nie było, że się powtarzam.

„Dobra by to była zupa, gdyby kucharz nie był dupa”.

Tak sobie zacytowałam Gombrowicza. Żeby nie było, że Gombrowicza nie znam.
No i tak o. Wsiadamy wczoraj z Płazem do metra. Późnym popołudniem, więc nie taki znowu tłok. Siadamy. Ja koło takiego faceta, rozkraczonego. Kocham takich facetów – zwłaszcza, kiedy los mnie rzuca na sąsiednie miejsce.
– Przepraszam – rzekłam grzecznie. – Czy mógłby pan się posunąć z MOJEGO siedzenia?
Facet spojrzał na mnie z nienawiścią i przesunął swoją nogę może z pięć centymetrów.
No nic. Jedziemy. A mnie szlag jasny trafia. Zawsze się mi querva trafia na sąsiednim miejscu a to babcia last minute, a to jakaś postać z gigantyczną nadwagą, a to taki młodzian, któremu sprzęt tak zawadza, że musi się rozkraczać na dwóch siedzeniach. A ja się mam zmieścić na połowie przysługującego mi miejsca. Co ja, za bilet nie zapłaciłam, czy jak?!
Dojechaliśmy do kolejnej stacji i trochę ludzi wysiadło. Tym to sposobem zwolniły się dwa miejsca obok siebie po przeciwnej stronie wagonu.
– Chodź – powiadam do Płaza – przesiądziemy się, bo ten oto tutaj pan tak się rozsiadł, że już na Derekcję miejsca nie ma.
Przesiadamy się. A ten młodzian, zamiast cicho siedzieć, powiada:
– A może to pani jest za gruba?
– Ha, ha! – zaśmiałam się, a przyszło mi to bez trudu. Bo akurat za gruba na pewno nie jestem. I zaczęłam się zastanawiać, jak tu facetowi przyłożyć, a on dalej pyszczy:
– Pani ma jakieś problemy emocjonalne!
– A pan chyba cierpi na jakąś tajemniczą chorobę krocza, że musi się pan tak rozkraczać na cały wagon? A może pan jest w połogu i lekarz panu polecił wietrzyć krocze? – zapytałam z troską o bliźniego.
To znaczy, chciałam tak zapytać, z troską znaczy, ale chyba wyszło jakoś inaczej. Bo akurat dojechaliśmy do następnej stacji i człowiek wyprysnął z wagonu jak gumka z majtek. Płaz mówi, że cały w pąsach i że ja „przepraszam” mówię jak „goń się” (lub podobnie).

Żeby to uczcić, sporządziłam zupę. A nawet trzy!

Zupa z pietruchy i puchy (kraba)

Pół kilograma korzeni pietruszki gotowałam w pół litra rosołu (z kostki). Kiedy pietruszce zmiękła rura, zmiksowałam ją. Dodałam: białego pieprzu, kwaśnej śmietany oraz mięso z jednej puszki kraba. Posypałam natką pietruszki, bo ta zupa ma jasny, niezbyt atrakcyjny kolor. Podałam w zielonych miseczkach.

No, mniodzio.

– Ale co tam– myślę sobie. – Jak już nieubłagany los rzucił mnie do kuchni, to zrobię drugą zupę.

Zupa z cukini

Na oliwie i odrobinie masła usmażyłam się dwie cebule pokrojone w kostkę oraz trzy gigantyczne zęby czosnku, pokrojone byle jak. Następnie dorzuciłam się do tego: trzy marchewki pokrojone w bardzo cienkie plasterki, żółtą cukinię – pokrojoną w cienkie półplasterki i cukinię zieloną, pokrojoną w drobną kosteczkę. Kiedy warzywa się podsmażyły, pizgłam je do gara. Zalałam rosołem (z kostki), dodałam chilli w strąku połamanym (gdybym miała chilli nie ususzone, to bym je podsmażyła na patelni z pozostałymi warzywami), gar przykryłam pokrywką i po kwadransie miałam zupę. A może i szybciej, nie wiem. Rozbiega się o to, żeby cukinii nie rozgotować.

I to była dobra zupa, bowiem kucharz nie jest dupa.

Zupa z gruszek i sera

Białe części dwóch porów (najlepiej zblanszowane, ale nie jest to niezbędne) należy drobno posiekać. Ze trzy łodygi selera naciowego pokroić w plasterki. Cebulę, por i seler wrzucić na roztopione masło i smażyć jakieś pięć minut. Trzeba mieszać, niestety. Zalać gorącym bulionem warzywnym i gotować pod przykryciem jakieś 10 minut.

Ser (najlepiej typu rokpol, lazur) rozgnieść widelcem. Połączyć ze śmietaną, dodać do zupy i wymieszać. Tę bumelajzę zmiksować albo przetrzeć przez sito.

Gruszkę – a jeszcze lepiej dwie gruszki – przekroić wzdłuż na pół, wykroić gniazdo nasienne i pokroić w kostkę. Zupę doprawić do smaku solą i pieprzem, wymieszać z kawałkami gruszki. Jak kto ma zacięcie artystyczne albo się stara, to może przyozdobić każdy talerz plasterkiem gruszki i wiechetkiem listeczków z selera naciowego. Osobiście jestem za wiechetkiem, bo plaster gruszki może nastręczać problemów przy jedzeniu.

Chciałam w tym miejscu podkreślić, że od 2007 roku zrobiłam gigantyczny postęp i dzisiaj raczej tak bym temu panu rozkraczonemu nie powiedziała, tylko uporczywie prosiła, żeby się jednak wziął i przesunął. Ale głowy za to nie dam.

Ilustracja otwierająca: Smakosz (zeżarł zanim ugotował zupę). Źródło: Luttrell Psalter, England ca. 1325-1340 (British Library, Add 42130, fol. 192r)

5 Komentarze: “Dobra by to była zupa, gdyby kucharz nie był dupa

  1. Ja tylko tak nieśmiało zauważam, że przepis na gruszkowo-serowa jest cokolwiek nispójny. Kroimy pory, a smazymy cebulę. Mnie, jako starej kuchennej wyjadaczce nie tylko nadzienia z jagodzianek, to nie przeszkadza, bo i tak zrobię po swojemu, ale ktoś nieco mniej skłonny do eksperymentów mogł poczuć się skołowany.

    1. A rzeczywiście, racja. Dlatego to, co związane z kuchnią nazywa się „nienawidzę gotować”, a przede wszystkim „dokładne przepisy są dla mięczaków”. Ale poprawię, dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *