Dwie historie o tym, jak nie robić za mną biznesu

Historia pierwsza – szkoła jogi Myli się ten, kto uważa, że jego usługi albo towary są tak unikalne, że to mu daje glejt na traktowanie klienta per nogam. Otóż klient idzie tam, gdzie go traktują z szacunkiem. Przypuszczam, że napisano mnóstwo książek o tym, jak to robić, kiedy coś poszło nie tak  z winy usługodawcy.

Niech chamy wią

Nie wierzę, że wszyscy, którzy idą na targi śniadaniowe, idą tam po to, żeby spróbować nowych rzeczy i poznać nowych ludzi. Smalec ze świni wytapia się, odkąd udomowiono świnię. Mozarella nie jest produktem egzotycznym. Żeby poznać nowych ludzi, wystarczy wyjść z domu. Jedzenie stało się dowodem na przynależność klasową, elementem wizerunku. Chyba nigdy w całej historii ludzkości

Wuefu naszego powszedniego

Przez cały okres pobierania nauk robiłam wszystko, żeby nie ćwiczyć na wuefie. Nie wiem, czy jestem typową przedstawicielką moich roczników, ale mam podejrzenie, że owszem, tak. Migając się znaczną część życia od WF, równocześnie szukałam jakiejś aktywności fizycznej dla siebie. Pierwsze zajęcia z usportowienia zafundowali mi rodzice. Od czwartego do ósmego roku życia chodziłam na